TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE

 

TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE

TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE, cz. I – opowiada Pani Halina Bosiak

TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE, cz. II – opowiada Pani Halina Bosiak

 

„Najpopularniejsze tradycje bożonarodzeniowe w Polsce”

(treść za https://smilyplay.pl/najpopularniejsze-tradycje-bozonarodzeniowe-w-polsce/)

„Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce są wciąż kultywowane. Nawet rodziny, którym daleko do regularnego odwiedzania kościoła wciąż ich przestrzegają i przekazują z pokolenia na pokolenie. Święta Bożego Narodzenia w Polsce to nie tylko część wiary, ale także element kultury. Każdy z nas wie, jakie są wigilijne zwyczaje, jednak często nie zdajemy sobie sprawy, dlaczego tak, a nie inaczej, wygląda świąteczny stół czy dlaczego stoimy iglaste drzewko. Warto się tego dowiedzieć i opowiedzieć o tym najmłodszym domownikom. Tradycje świąt Bożego Narodzenia różnią się w zależności od regionu, w niniejszym artykule zebraliśmy tylko najpopularniejsze z nich.

12 potraw wigilijnych

Bożonarodzeniowa tradycja nakazuje, by na świątecznym stole pojawiło się 12 potraw. Symbolizują one 12 apostołów. W kulturze polskiej są to potrawy postne. Chociaż post został zniesiony już kilka lat temu, w wielu domach wciąż kultywuje się tę tradycję. I tak na polskich stołach zobaczymy co najwyżej mięso z ryb, ale przede wszystkim dania zawierające ziarna zbóż, miód, grzyby i mak, czyli produkty kojarzące się niegdyś z dostatkiem.

Potrawy bywają różne – zależy to od regionu, w którym żyją domownicy. Do najpopularniejszych jednak należą: barszcz czerwony lub zupa grzybowa, ryba po grecku, karp, kapusta z grzybami lub grochem, pierogi z kapustą i grzybami, kluski z makiem, śledź pod każdą postacią, kompot z suszu, piernik, kutia, makowiec i sernik.

Sianko pod obrusem

Niektórych może to zdziwić, ale zwyczaj chowania sianka pod obrusem wywodzi się z… pogańskiej Polski. Poganie składali ofiarę z siana słowiańskiemu bogu Ziemiennikowi. Był on patronem stepów, spustoszałej ziemi, nieużytków rolnych i wysp, a także opiekunem robaków.

Chrześcijanie nadali sianu innego znaczenia – podczas świąt symbolizuje żłóbek, w którym urodził się Syn Boży. Według innych źródeł to znak ubóstwa, w którym przyszedł na świat Jezus. W dawnych czasach, w zależności od regionu, sianem słane były całe stoły, a nawet podłoga, magnaci ustawiali w kątach snopy siana.

Puste miejsce przy stole

Ważną tradycją bożonarodzeniową w Polsce jest pozostawienie dodatkowego miejsca przy stole z gotowym nakryciem. Ten zwyczaj świąteczny może bardzo nurtować najmłodszych członków rodziny.

Niegdyś miejsce to było przeznaczone dla ducha bliskiej, zmarłej osoby, co – podobnie jak siano pod obrusem – nawiązuje do starosłowiańskiej kultury. W XIX w. przyjęła się inna symbolika, nawiązująca do biblijnej wędrówki Marii, Józefa i małego Jezusa. Obecnie puste miejsce czeka na zbłąkanego wędrowca. Tradycja Bożego Narodzenia nakazuje, by osobę samotną właściwie ugościć.

Dzielenie się opłatkiem

Świąteczna tradycja dzielenia się opłatkiem została zapoczątkowana w XVIII w. Jest znana także mieszkańcom Włoch, Czech, Litwy, Ukrainy, Słowacji i Węgier. Swoje źródło ma w początkach chrześcijaństwa, kiedy to ludzie dzielili się własnym chlebem z bliskimi. Nawiązuje również do modlitwy “Ojcze nasz” i fragmentu o chlebie, a także jest wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy, podczas której Jezus dzielił się chlebem ze swoimi uczniami.

Współcześnie łamiemy się opłatkiem również z chęci pojednania. Jeśli np. pokłóciliśmy się z rodzeństwem, to podzielenie się opłatkiem jest oznaką pogodzenia się. Nie powinno zasiadać się do wigilijnego stołu zwaśnionym.

Co symbolizuje choinka na Boże Narodzenie?

Tradycja dekorowania choinki dotarła do Polski z Prus na przełomie XVIII i XIX w. Zielone drzewko – najczęściej jodła lub świerk – symbolizuje rajskie drzewo, z którego zrywać można owoce życia. Wspomnianymi owocami były dawniej orzechy (oznaka dobrobytu) oraz jabłka (symbol zdrowia i, oczywiście, biblijnego jabłka zerwanego przez Ewę). Te jadalne ozdoby zamienione zostały obecnie na bombki, a jeśli w domu są dzieci – również na cukierki i pierniczki. Symboliczne drzewko łączy też ziemię z niebem.

Czekanie na pierwszą gwiazdkę

Zanim wszyscy usiądą przy suto zastawionym stole, a następnie otworzą paczki z prezentami, zwyczaj świąteczny nakazuje, by poczekać aż na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka. Tradycja ta nawiązuje do Gwiazdy Betlejemskiej, która prowadziła Trzech Króli do nowonarodzonego Jezusa.

Wypatrywania ciała niebieskiego na niebie przypada zazwyczaj dzieciom. Jest to bardzo odpowiedzialne zadanie, ponieważ gdy nie ma gwiazdki, nie ma również prezentów. Żaden smyk nie chciałby do tego dopuścić!

Prezenty na święta Bożego Narodzenia

Jak to bywa z wieloma tradycjami, tak i ta sięga bardzo dawnych czasów. Co może zaskoczyć – jeszcze przed narodzinami Chrystusa! Ludzkości od wieków znane były dary, jednak nie do końca w takim znaczeniu, jak jest to obecnie. Chodziło wówczas o handel wymienny lub ofiary (np. dla bogów).

Bezinteresowne obdarowywanie – tylko po to, by sprawić komuś przyjemność – miało swoje początki za życia biskupa Mikołaja z Miry, czyli na przełomie III i IV w. Obecnie w dzień jego śmierci obchodzimy mikołajki.

Wraz ze zwyczajem ubierania świątecznego drzewka, przybył inny – prezenty pod choinką. Dawniej były to drobne upominki, bo choć zabawki były już znane w starożytności, stać na nie było tylko najmożniejszych (chyba że zostały np. wystrugane przez dziadka ze znalezionego kawałka drewna). Współcześnie – kiedy zabawki są już łatwo dostępne – znajdują się pod choinką w każdym domu, gdzie mieszkają małe smyki.

W Polsce zwyczaj otwierania prezentów odbywa się po kolacji wigilijnej”.


TREŚĆ POWYŻSZYCH NAGRAŃ:

TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE, cz. I – opowiada Pani Halina Bosiak:

Na wstępie – Dyrektor Biblioteki Elżbieta Stankiewicz: „Witam bardzo serdecznie w Bibliotece Publicznej Gminy Zamość z/s w Mokrem Panią Halinę Bosiak – Przewodniczącą Koła Gospodyń z Borowiny Sitanieckiej, jednocześnie kierownika zespołu śpiewaczego Wesołe Gosposie. Pani Halina opowie nam dzisiaj o zwyczajach wigilijnych, bożonarodzeniowych, jak to kiedyś na wsi trwały przygotowania do świąt, jak wyglądały święta… Też troszeczkę pokolędujemy.”

Pani Halina Bosiak: „Święta Bożego Narodzenia wiadomo, że poprzedzał nam adwent. No dawniej też adwent był przestrzegany, zwłaszcza w moim młodym, dziecinnym wieku, to się chodziło na roraty. Dzisiaj, to nie jest już tak bardzo w modzie, bo kiedyś to codziennie trzeba było chodzić do kościoła.

Kiedy miał nastąpić okres już przygotowania do Wigilii, to u nas nazywano pośnikiem. Była taka tradycja, że nas chodziło z czterech domów rodziny, w jeden wieczór, do wszystkich jednocześnie i w każdym domu to samo szykowane, te same potrawy… Tato szedł jeszcze do stodoły, przynosił snopek… i tak zwanego króla robił, stawiał go w kącie (on był z żyta, czy z pszenicy) i ten snopek stał już w tym pokoju, aż tak po świętach, aż po Trzech Królach można go było wynieść i wtedy się dawało już go bydlętom.

Drugą taką tradycją, co było – tato przynosił siano, przynosił tak podpach większy, rozkładał na stole, resztę pod stołem z opłatkiem, takim przeznaczonym dla bydła, w kolorze zielonym. Natomiast na tym stole przykrytym obrusem na tym sianie, to było straszne obciążenie dla rodziców, bo nawet dla tych, którzy przychodzili…, dla wszystkich uczestników tego pośniku, bo nie było tak jak teraz…, talerzyk każdy ma osobno…, tylko jak były gołąbki zrobione z kaszy gryczanej, to trzeba było maczać każdy gołąbek, gdzieś w jakimś jednym naczyniu, talerzu, w oleju. Wszystko było smażone na oleju, tym prawdziwym, tłoczonym. Były przygotowania wszędzie w tych domach, tak jak zaznaczałam jednakowe, a między innymi, ta kapusta z grochem, jakaś była z grzybami, a grzybów to wtedy jeszcze było bardzo mało, nie tak jak teraz. Musiały być zawsze pierożki z kapustą, kluski były z makiem. A dziewczyny, już później, kiedy byłam w starszym wieku, to znowu żeśmy się rwały do ucierania tego maku, bo dlatego, że była taka wróżba przesądna, że ta dziewczyna, która uciera mak, to będzie miała szybkie zamążpójście ;)…, więc miałam koleżankę, z którą razem szłyśmy, aby już mieć ten mak do ucierania.

Tato jak przynosił to siano, jeszcze wrócę się, to była taka tradycja, że wchodził z nim do mieszkania i kręcił się z nim w koło i kwokcze… kokokoko…, mama zaraz dawała krzesło i żeby siadał, bo kwoki już będą siadały…, natomiast jeszcze wchodząc przy tym tak samo mówił…, było to u nas przyjęte i jest do dziś dnia, to w moich stronach tam, że ktoś mówi taką kolędę: „Kolęda, kolęda, na szczęście na zdrowie, na te Święte Wilije, byśmy byli weseli, jak w niebie anieli”. A my domownicy, kto był wtedy w pobliżu odpowiadał: „Daj nam Boże, żebyśmy doczekali do drugiego roku”.

I życzenia były. Najpierwsze to była, jak się wszyscy zeszli do stołu, każdy sobie usiadł, to była pierwsza modlitwa za zmarłych, później mówiło się znowu dalszą część pacierza no za domowników, za tych wszystkich, którzy się tu znajdują przy stole.

A jak po Wigilii, to tato brał siekierę, wołał mnie…, a ja taka zdziwiona, po co idziemy na dwór…, a on na to mówi – choć idziemy córka do sadu, będziemy ścinać drzewo. A tak sobie myślę, jak to w tej chwili? Ale idę! A on mówi tak – idziemy do tej jabłonki, bo ona nie chce rodzić i będziemy ją ścinać, i wtedy uderzył ją tą siekierą, tą drugą stroną i pyta się – będziesz rodzić, czy nie będziesz? A ja miałam odpowiedzieć, że nie będę. I tak jeszcze dwa razy uderzył, a ja odpowiadałam, że nie będę rodzić. A on wreszcie potem mówi – to cię ścinamy! Oj, to już ja będę rodzić! To wtedy tylko okręcał ją powrósłem zrobionym ze słomy. Taka to była ta tradycja właśnie, żeby drzewa w sadzie rodziły.

Taką było też tradycją, że w Wigilię nie można było przychodzić wszystkim uczestnikom w kolorze czerwonym, bo to przynosiło chorobę, pilnowano, aby mama tam żadnej wstążki nie wplotła, ani sweterka, ni tam czego w tym kolorze nie wkładać. Natomiast musiał też być gdzieś na pierwszym spotkaniu mężczyzna…, bo kobieta przynosiła pecha. A mężczyzna przynosił szczęście dla całej rodziny na cały rok. Musiał zawsze przyjść pierwszy mężczyzna, przychodził, kolędował, mógł zaraz wyjść, ale tak już się umawiali, że sąsiad jeden do drugiego, aby nie kobieta.

W dzień Wigilii nie można było znowu już, żeby się nie kłócić, żeby było cicho. Nakazywane mieliśmy, żeby gdzieś nie zawinić rodzicom, żeby na was nie krzyczeli, was nie bili, a tym bardziej żeby nie płakać…, dlatego że będziecie potem płakać cały rok. Znowu też, aby dorośli się nie kłócili, bo będzie też kłótnia, taki niepokój cały rok w tym domu. Takie były właśnie przesądne zwyczaje.

Zazwyczaj, to na święta zawsze było i mroźno i śnieg, choć można tak powiedzieć, co do dzisiejszej aury, co pięknie jest, jak gdyby na to nagranie dzisiaj, że zapadał właśnie śnieg 🙂 …, tyle, że bez mrozu.

Jeszcze, co było tradycją przy Wigilii, że jedno naczynie musiało stać zawsze puste i jedno krzesło, bo to mówili, że dzisiaj w nocy przyjdzie na pewno jakiś zmarły, odwiedzić nasz dom.

Przede wszystkim, to w ten dzień, był już bardzo ścisły post. Już nie dała mama, żeby tam cokolwiek zjeść…, nawet ciastka przed Wigilią. A te ciasta na Święta Bożego Narodzenia, to były takie dawniej pieczone zazwyczaj, bo wiem po tych sąsiadach naszych, po rodzinach – przeważnie to mama piekła na całą blachę ciasto kruche. A ja znowu, to musiałam wycinać różne kształty z foremek, bo to były gwiazdki, różne serduszka… i zawieszało się też…, igłą, nitką przewlekałam i się zawieszało ciastka na choinkę, takie to były ozdoby choinkowe.

W Wigilię mówiono nam, że o północy, to zwierzęta mówią ludzkim głosem. Tak żeśmy były ciekawe, tak chciałyśmy iść zobaczyć, ale jak to dzieci nigdy nawet nie doczekałyśmy się nawet do tej dwunastej. Ale już w dalszych latach, kiedy już się było podlotkiem, kiedy już byłam panienką, to starałyśmy się tak siedzieć wszędzie po tych domach, żeby do tej godziny dotrwać, żeby potem iść bezpośrednio na pasterkę. Idąc, po drodze śpiewało się kolędy!”


TRADYCJE BOŻONARODZENIOWE, cz. II – opowiada Pani Halina Bosiak:

„Choinka musiała być zawsze świeża! Nie było takiego czegoś, żeby była gdzieś u kogoś sztuczna. Zresztą nie było wtedy sztucznych, nikt nie rozumiał o sztucznej choince. Więc każdy albo kupił na rynku czy na jarmaku, albo szli do lasu, wycinali uważając, aby się nie dać tam złapać 🙂 Choinka była ubierana samym wieczorem, jak już mama przygotowywała te potrawy, a wtedy my z tatą już przeważnie ubieraliśmy tą choinkę. W tym czasie też śpiewało się kolędy, bo telewizorów wtedy nie było, że się włącza i tam lecą kolędy, tylko sami…, chociaż mruczeliśmy…, ale też znowu mama zabraniała, że jeszcze teraz nie można śpiewać kolęd, że dopiero od Wigilii.

Najpierwsze się ubierało zawsze jabłkami od samego pnia, wieszaliśmy tam po trzy jabłka, zawsze wybieraliśmy te czerwoniutkie i ładne…, jak jabłko nie miało korzonka, to wkładało się zapałkę i nitką…, drucika raczej wtedy nie było, nie bardzo już pamiętam żeby był…, więc tylko na nitkach. Podobnie cukierki zakładało się najpierw na nitkach, później wieszało się na choinkę. I świeczki…, były kręcone, cieńsze, kolorowe, choinkowe…, je się zapalało od góry, żeby dzieci tam nie dostawały i nie zapaliły przypadkiem, a co było niebezpieczne, bo słoma była pod spodem.

Choinka była ubierana jeszcze w…, łańcuchy się robiło…, kółeczka, albo kwadraciki z bibułki składane na harmonijkę i na krzyż, przebijało się igłą z nitką i słomki kawałeczek, takie to były ozdoby. Moja mama zawsze lubiła coś tam wymodzić, jakiś kawałeczek pająka…

Wcześniej, to też nie było przede wszystkim i światła. To jeszcze ja, co pamiętam, to były tylko lampy, dlatego się uważało, żeby tam gdzieś też ktoś nie pociągnął tej lampy, nie przewrócił. Jeszcze były ozdobami tych choinek anielskie włosy… były kolorowe, żółte, białe…, no i wata. Nieco później, kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, to już tak troszkę zaczęłam wyklejać, to pawie oczka, to inne ozdoby… i zaczynało być coś więcej na tych choinkach.

Ale wspomnienia są nie do opisania podłóg dzisiejszych. Dzisiaj, to jaka byłaby ta choinka w domu, to nie ma tego zapachu, nie ma już tego uroku, bo każdy już ubiera choćby w tej chwili, już wieszają różne ozdoby, a to przed domem…, a wtedy się ubierało tylko w ten czas przed samą Wigilią. Choinka była aż do… Matki Boskiej Gromnicznej.”

Bibliotekarz: „Potrawa wigilijna, ze stołu najbardziej zapamiętana przez Panią, do której Pani zawsze wraca z sentymentem?”

Pani Halina: „Te leniuszki. To były u nas najważniejsze, te z tej kiszonej kapusty, dzisiejsze to gołąbki, ale to było już tradycyjne… i przede wszystkim racuchy, bo to myśmy lubiły takie łakocie. Dzisiaj to robią tylko, to co lubią, a kiedyś nie było tego, że czegoś się nie lubiło; były te potrawy i w każdym domu, w tych czterech mieszkaniach jednakowo…, po łyżce było wziąć, bo musowo było, to był dostatek u gospodarza, jakby nie wzięło się czegoś na spróbowanie, to już było dla niego nieszczęście, że będzie coś brakowało w ciągu roku.

Jeszcze co powiem! U nas to było wielką ciekawością w moich stronach, w nadchodzący okres bożonarodzeniowy przedstawiano szopkę Narodzenia Pana Jezusa, chodząca – to wszystko było ruchome. To było coś wspaniałego! Tam były i kolejki, tunele, a wszystko co nadchodziło nad żłobek Pana Jezusa, gdzie leżał na sianie, te figurki wszystkie, Św. Józef, ci Herodowie, różni górale co tam paśli te owce i te owce też szły…, to wszystko nadchodziło, było ruchome i dawało ukłony.”

Bibliotekarz: „Kolędnicy kolędowali symbolicznie, czy coś dawało im się w zamian za kolędę?”

Pani Halina: „A właśnie kolędnikom to już się dawało! Przede wszystkim Żyd to już zbierał, czapkę tam z głowy…, przeważnie gospodarz już zawsze dawał. Zaś gospodyni tam zawsze ciasta. Oni zaś mieli to do siebie, że dziękowali i życzyli też na przyszły rok, żeby tam się dobrze wiodło, żeby tam niczego nie brakowało.

W każdym domu na nowo było się łamanie, jedno z drugim. W tych czterech domach, jak te 20 osób się połamało, to się okruchy w ręku już prawie tylko trzymało 🙂 I każdemu trzeba było złożyć życzenia, a potem dalej do kolejnego domu się szło. Te same życzenia były.

A my dzieci też pilnowałyśmy, żeby też pierwsza gwiazdka, bo chciałyśmy jak najszybciej siadać do stołu, bo przeważnie to mama tam nie dawała tak jeść w ten dzień, bo to był post. Dopiero, aż się zasiadło do stołu…, więc kiedy się zobaczyło pierwszą gwiazdkę, to już krzyczałyśmy, że już czas! I tak w każdym domu przestrzegali, że jak zobaczyli pierwszą gwiazdę, to już się schodzili. Zaczynaliśmy się schodzić, tak gdzieś o godzinie dwudziestej, żeby te cztery godziny, w każdym domu po godzinie do dwunastej…, nawet nieco może wcześniej, bo też i to kolędowanie było, o jedenastej się wychodziło do kościoła.

U nas pasterka była bardzo ładna z dawien dawna też, bo tam była miejscowa orkiestra dęta i już zawsze też na pasterce grali. Jako dziecko jeszcze nie rozumiałam do końca, co to pasterka, ale miło było posłuchać…

A prezenty? Mama to przeważnie wieszała nam tam wcześniej w torebkach, z tego papieru szarego, jak to dawniej było, ciastek wyciętych z foremek i jakieś jabłka, cukierka – bardziej raczek, albo te sople, których i tak wiedzieli, że nie zjemy, to będą i tak na choinkę od razu :)”

Bibliotekarz: „A rózga?”

Pani Halina: „Tak, przeważnie bywały rózgi! 🙂

Najbardziej to sobie rolnicy, wszyscy, którzy tam byli przy tych stołach, to sobie życzyli przede wszystkim zdrowia, żeby nikogo nie ubyło na przyszły rok przy tej Wigilii, żebyśmy się wszyscy znowu mogli tak wszyscy spotkać, jak w tym roku”.

Pani Halina śpiewa fragment kolędy: „Przynieś polom w Nowym Roku bujny plon, a fabrykom rudy węgla wiele ton, przynieś miastom nowe domy, rzece most, wszystkim szczęścia jak najwięcej dni bez trosk”. To właśnie była taka życzeniowa, jak gdyby zwrotka tej piosenki. Kolejna zwrotka, którą też jakby ją bardziej pamiętam: „Bijcie w kotły, w trąby grajcie, a Jezusa powitajcie nowonarodzonego. Złożyła go na sianeczku, między bydlęta w żłóbeczku. Grajcie w kotły, w trąby grajcie, a Jezusa powitajcie nowonarodzonego.

I wszyscy razem przy Wigilii, bardzo się dużo śpiewało kolęd, w każdym domu jak przez cały wieczór, no to już tych kolęd, to już żeśmy moc śpiewały!

Dla młodego pokolenia, to ja bym chciała po prostu przekazać tą taką więź, do tych… do swojej rodziny, do poszanowania bliźniego, do poszanowania w domu babć, dziadków. Żeby bardziej naśladowali jeszcze bardziej to, co im starsi przekażą, żeby to jakoś nie dali utracić, aby to nie poszło w zapomnienie całkiem, te tradycje. Żeby udało się je wznowić, bo jak już powstają i powtarzają różne stare piosenki, tak niech by jeszcze te nasze tradycje powróciły, to by było na pewno, na pewno dużo bardziej jakoś przyjemniej.

Na koniec:

Dyrektor Biblioteki Elżbieta Stankiewicz: „Nasi czytelnicy bardzo chętnie obejrzą i też poczują, poczują tą atmosferę, tego ducha świąt, jak to było kiedyś. Myślę, że jednak opowiadanie o tych naszych tradycjach, jednak to zostaje i będziemy to kultywować… i też przy okazji złożę życzenia dla wszystkich naszych czytelników, naszych przyjaciół biblioteki – zdrowych, spokojnych, rodzinnych świąt. Mamy trudny czas, ale myślę, że jak to Pani Halina mówiła razem, w rodzinie, że wszystko pokonamy i doczekamy…”

Pani Halina: „Jakieś przemiany, tego, że to się zmieni, że nastąpią lata może jeszcze te dalsze, spokojne, bardziej rodzinne…”

Pani Dyrektor: „I jak to kiedyś mówili DOSIEGO ROKU :)”

Pani Halina: „Daj Boże! Żebyśmy doczekali do drugiego roku!”

Print Friendly, PDF & Email