Zbigniew Masternak

Zbigniew Masternak

spotkanie online 23.03.2021r.


video-relację oprac. Anna D.

Opowieść o człowieku, który z małej miejscowości wychodzi w wielki świat, o spełnianiu swoich marzeń i ogromnej determinacji w dążeniu do celu! (opowiada Zbigniew Masternak). Spotkanie online zorganizowane na platformie Zoom przez Bibliotekę Publiczną Gminy Zamość w Mokrem. W spotkaniu uczestniczyła młodzież ze Szkoły Podstawowej w Lipsku oraz nauczyciele – Panie: Monika Ścibak, Monika Bochen, Marta Bil. Dziękujemy! Spotkanie autorskie ze Zbigniewem Masternakiem zorganizowano w ramach Otwartych Dni Biblioteki.


Spotkanie online ze Zbigniewem Masternakiem

– przebieg (fragmenty):

na podstawie powyższych video-relacji

Dyrektor Biblioteki: „Witam bardzo serdecznie w Bibliotece Publicznej Gminy Zamość z/s w Mokrem. Spotykamy się dzisiaj z okazji Pierwszego Dnia Wiosny. Przez minione osiem lat spotykaliśmy się stacjonarnie w bibliotece, przyjeżdżali do nas uczniowie ze szkół Gminy Zamość, odbywały się u nas spotkania autorskie, młodzież miała okazję odwiedzić Aeroklub Ziemi Zamojskiej, wysłuchać opowieści pracowników Aeroklubu, jak i również usiąść w samolocie czy w szybowcu. No niestety sytuacja epidemiologiczna, która zaistniała w naszym kraju, zmusiła nas do przeniesienia spotkań online.

Także witam dzisiaj bardzo serdecznie Pana Zbigniewa Masternaka”.

Pan Zbigniew Masternak: „Dzień dobry”.

Dyrektor Biblioteki: „Witam młodzież ze Szkoły Podstawowej w Lipsku. Witam bardzo serdecznie Panie: Panią Monikę Ścibak, Panią Monikę Bochen i Martę Bil”.

Panie: „Dzień dobry”.

Dyrektor Biblioteki: „Powiem tylko, że Pan Zbigniew jest prozaikiem, autorem scenariuszy filmowych, reportażystą i piłkarzem. A nie będę więcej opowiadać, tylko obejrzymy sobie animację i wszystkiego się dowiemy, a za chwilę będziemy rozmawiać z Panem Zbigniewem”.

Leci prezentacja multimedialna, w tle muzyka. W prezentacji „Zbigniew Masternak” zamieszczone krótkie informacje o naszym gościu: „ZBIGNIEW MASTERNAK – prozaik, autor scenariuszy filmowych, reportażysta, piłkarz. W 2009 roku ukończył scenariopisarstwo w Krakowskiej Szkole Filmu i Komunikacji Audiowizualnej. Jako prozaik debiutował na łamach Twórczości w 2000r. Pracuje nad autobiograficznym cyklem powieściowym Księstwo, w latach 2006-2008 ukazały się trzy księgi Chmurołap, Niech żyje wolność i Scyzoryk, na podstawie których reżyser Andrzej Barański nakręcił film Księstwo (2011). W 2014 roku ukazała się księga czwarta pt. Nędzole, którą zamierza sfilmować Krzysztof Zanussi. W 2021 roku wyszła księga piąta zatytułowana Książę bez ziemi. Autor noweli filmowej Jezus na prezydenta! (2010), współautor scenariusza filmowego Transfer (wydanie książkowe 2020). W 2021 ukazała się biografia gangstera Miśka z Nadarzyna Jednoosobowa mafia, którą spisał Zbigniew Masternak. Pan Zbigniew jest w trakcie pisania kolejnych trzech książek!!! Autor książek o tematyce sportowej – Błoto dla zuchwałych (2016), Ciągle na spalonym (2018), Marginesy futbolu (2020). Stypendysta „Homines Urbani” w Willi Decjusza w Krakowie (2007). Laureat Świętokrzyskiej Nagrody Kultury (2011). W 2012 roku został uhonorowany Nagrodą im. Władysława Orkana za wybitną twórczość literacką. W 2020 roku otrzymał stypendium Funduszu Popierania Twórczości ZAIKS. W 2021 roku otrzymał stypendium twórcze Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jego książki i opowiadania tłumaczono na język arabski, niemiecki, włoski, serbski, bułgarski, białoruski, ukraiński, macedoński i wietnamski. W 2014 r. został nominowany do tytułu Człowiek 25-lecia w województwie świętokrzyskim. Jest 4-krotnym Mistrzem Polski w piłce błotnej (2011, 2012, 2016, 2018), 5-krotnym zdobywcą Pucharu Polski w piłce błotnej (2012, 2014, 2016, 2017, 2018), brązowym medalistą Błotnej Ligi Mistrzów (2015). 4-krotny Król strzelców Mistrzostw Polski w piłce błotnej (2011, 2012, 2013, 2014). 3-krotny Król strzelców Pucharu Polski w piłce błotnej (2013, 2014, 2018). Kapitan Reprezentacji Polskich Pisarzy w Piłce Nożnej, w której barwach zdobył ponad 100 goli. Piłkarska Osobowość Lubelszczyzny (2015).”

Dyrektor Biblioteki: „Mam nadzieję, że się podobało Panu Zbigniewowi? :)”

Pan Zbigniew: „Oczywiście :). Tak. Ja nawet wczoraj napisałem, że jesteście jedną z lepszych bibliotek na Lubelszczyźnie”.

Dyrektor Biblioteki: „Dziękujemy bardzo za ten wpis, bardzo nam się spodobał tu z koleżanką :)”

Pan Zbigniew: „Stwierdzam akurat fakt, bo zazwyczaj jak jest coś niedobre, to staram się nie krytykować po prostu, a jak chwalę to słusznie. Jesteście taką biblioteką, taką można powiedzieć nowoczesną, która tak naprawdę działa troszkę jak Centrum Kultury, chyba tak naprawdę innej drogi dla biblioteki nie ma…”

Pojawiają się uczestnicy spotkania oraz grono pedagogiczne. Powitanie. Wita się z nami Pani Monika Ścibak – nauczycielka języka polskiego w Szkole Podstawowej w Lipsku.

Pan Zbigniew: „Ok. Dobrze, czyli rozumiem, że muszę używać poprawnej polszczyzny 😉 Oczywiście żartuję… akurat pisałem ostatnio książkę pewnego człowieka, który tak jak mówiłem Pani Dyrektor, to jest gangster, który na trzy słowa – dwa to były wulgaryzmy i strasznie ciężko to było przetłumaczyć na język polski. Ja żartowałem, że o wiele łatwiej by było przetłumaczyć książkę z chińskiego, niż to co on mówił :)”…

Dyrektor Biblioteki: „Tak więc  śmiało zadawajcie pytania. Panie też oczywiście zapraszam do rozmowy, jeżeli mają jakieś pytania. No cóż Panie Zbigniewie proszę opowiadać o sobie, bo cóż ja mogę :)?”

Pan Zbigniew: „Dziękuję Pani Dyrektor. Powiem tak…, zacznijmy może od tego, że nie jest to moja pierwsza wizyta w waszych stronach, w ogóle byłem tam na żywo, oglądałem miejscowość, oglądałem waszą bibliotekę, więc tak jak na Facebooku pochwaliłem, że jest to jedna z ciekawszych bibliotek w województwie lubelskim, jak dla mnie co najmniej pierwsza dziesiątka 🙂 i mówię to bez kozery, naprawdę ciekawe miejsce. I fajnie, że takie biblioteki istnieją, bo pamiętam jak żyłem w mojej małej wiosce w górach świętokrzyskich…, gdyby nie było takiej biblioteki nie wyruszyłbym w świat. I pamiętam jak dziadek zaprowadził mnie do biblioteki po raz pierwszy, miałem chyba cztery czy pięć lat, wypożyczyliśmy jakieś książki, on mi te książki czytał. Mój dziadek był partyzantem (takie też fajne klimaty świętokrzyskie) i mówił mi, że za płotem w ogóle to tam jest jeszcze świat, za opłotkami tej mojej małej wioski. I ja tak uwierzyłem w to wszystko, i chciałem tamten świat zobaczyć. Czytałem książki geograficzne, podróżnicze, historyczne. Tak czy inaczej, czytanie książek było dla mnie bardzo ważne, dlatego też mówię o tym nie bez powodu, to było okno na świat, które otworzyło mi horyzonty. I teraz nawet kiedy rozmawiam z moim synem, który jest małym piłkarzem, to on wie, że bardzo ważne jest czytanie książek, edukowanie się. Bo mądry piłkarz, to lepszy piłkarz, dlatego, że podpisuje lepsze kontrakty, potrafi się zaaklimatyzować w nowym miejscu…, ale do piłki nożnej jeszcze wrócę. Oprócz tego, że biblioteka i czytanie książek były taką szansą na stworzenie sobie pomysłu na życie, to drugą drogą, obok literatury i biblioteki, była właśnie piłka nożna. Grałem w takim niewielkim klubie, który się nazywał OKS Opatów. Oczywiście początkowo zaczynałem na takim małym podwórku, chodziłem tam gdzieś grać z bratem i też marzyłem o wielkiej karierze piłkarza. Wtedy, co prawda na topie nie był Lewandowski, ale Zbigniew Boniek. Nawet jego imię noszę, ojciec mi takie imię dał – Zbigniew. Zbigniew Boniek. to jest teraz Prezes PZPN-u, kiedyś wybitny polski piłkarz, on był takim Lewandowskich naszych czasów. I to była druga szansa. I jak patrzę na to moje dzieciństwo, z perspektywy czasu, to czasami mi się wydaje, że było ono takie biedne, szaro-białe, czarno-białe, a z drugiej strony było ono ciekawe, bo tak naprawdę nie mieliśmy Facebooka, nie mieliśmy telefonów, smartfonów, ale mieliśmy właśnie boiska piłkarskie, mieliśmy siebie jako znajomych, przyjaciół i było mnóstwo ciekawych przygód. Jak patrzę na dzieciństwo mojego syna, to czasami wydaje mi się, że jest ono dużo uboższe wbrew pozorom, bo właściwie oni cały czas są zamknięci teraz właśnie, gdzieś przed komputerami, mało wychodzą z domu, mało się kontaktują na żywo, więc to jest troszeczkę uboższe. Tak czy inaczej, no druga szansa jaką była piłka i też z niej starałem się skorzystać. Jak miałem mniej więcej dziewiętnaście, dwadzieścia lat wydawało mi się, że wszystkie drogi stoją przede mną otworem, bo właśnie grałem w piłkę nożną, trafiłem do Korony Kielce (taki duży klub piłkarski), zaczynałem pisać, poszedłem na studia i okazało się, że te wszystkie drogi zaczynały się powoli zamykać. Po pierwsze kontuzja kolana sprawiła, że takiej kariery piłkarskiej, jak chciałem, to nie zrobiłem i mimo, że wielokrotnie wracałem do piłki nożnej, to niestety ta kontuzja, gdzieś tam mi przeszkadzała. Z edukacją początkowo było znakomicie. Kończyłem liceum z taką kosmiczną średnią 5.70…, oczywiście nie jest to największy powód do dumy, dlatego, że ta średnia potem też się nie przełożyła na moją jakość edukacyjną. Uważam teraz z perspektywy czasu, że lepiej się skupić na jednej, dwóch dziedzinach, wtedy się jest w tym mistrzem, niż umieć wszystko, ale tak nie do końca dobrze. I wydawało się, że wszystko stoi przede mną otworem, że za chwilę zrobię wielką karierę, właśnie jak Zbigniew Boniek, że będę studiował prawo, że wszystko zrobię super. Okazało się, że dla ludzi z małych miejscowości nie koniecznie w wielkim świecie ktoś tam czeka z otwartymi rękoma, że wyjdzie tutaj jakiś chłopak z Gminy Zamość, z Mokrego, wyruszy nie wiem do Krakowa, do Warszawy i tam już Prezydent Miasta rozłoży przed nim czerwony dywan i powie – witaj Mateuszu, czy Adrianie w naszym pięknym mieście, masz tutaj milion złotych na konto, dużego mercedesa i jeszcze jakieś mieszkanie. Okazało się, że trzeba swoją szansę wywalczyć, trzeba się do tego dobrze przygotować. Więc dlatego, jak Wy jesteście jeszcze w takim wieku rozumiem klasa siódma/ósma i macie lat czternaście/piętnaście, to jest to jeszcze taki moment, gdzie wiele rzeczy można w swoim życiu zmienić. To jest tak naprawdę ostatni moment, gdzie jeszcze można znaleźć swoją pasję, swoje zainteresowania; gdzie jeszcze rodzice za was płacą rachunki, a wy możecie jeszcze eksperymentować. Na przykład możecie się zapisać na piłkę nożną, możecie się zapisać na malarstwo, na śpiewanie, na zajęcia komputerowe, czytać książki…, żeby jeszcze te kilka lat wykorzystać na to, żeby znaleźć taką swoją pasję, która w przyszłości stałaby się waszą pracą.

[….]. Był taki moment, że znalazłem się na takim bardzo dużym zakręcie życiowym, bo po pierwsze… właśnie takie zderzenie z rzeczywistością w wieku mniej więcej dziewiętnastu lat, nagle kontuzja kolana, nagle studia prawnicze, to okazały się nie do końca moim powołaniem, bo wydawało mi się, że skoro lubię historię, WOS, to tam będę te studia łatwo zaliczał, a okazało się, że prawo rzymskie, to trzeba się uczyć na pamięć, czy jakieś prawo cywilne, trzeba tych wszystkich paragrafów się nauczyć…, i się okazało, że wcale nie tak łatwo to prawo jest studiować. Dość szybko z tego prawa, może nie szybko – trwało to dwa, czy trzy lata; ale generalnie wybito mi edukację prawniczą z głowy. Potem podjąłem studia polonistyczne, tam dowiedziałem się, że to nie jest szkółka dla początkujących pisarzy, tam trzeba wkuwać gramatykę starocerkiewnosłowiańską, przynajmniej wtedy jeszcze obowiązywała. I się okazało, Pani Rektor Wydziału Polonistycznego we Wrocławiu mi powiedziała, że to nie jest dobry kierunek dla pisarza, tutaj właśnie raczej nie. Więc ja sobie pomyślałem, więc gdzie jest dla mnie miejsce? Skoro, no właśnie lubię pisać, a okazało się, że nie do końca…, nawet na polonistyce. Tak powoli te wszystkie drogi zaczynały się zamykać. Być może powodem, dlaczego tak się stało, że jednak nie do końca zostałem piłkarzem, że nie do końca zostałem prawda prawnikiem, było to, że wiedziałem co już chcę robić, mianowicie, że chcę pisać książki. Zaczęło się to naprawdę trochę przypadkiem, bo pamiętam, że była taka sytuacja, że grałem jakiś miecz, zagrałem całkiem dobrze, miałem czternaście/piętnaście lat, więc mniej więcej byłem w waszym wieku. I dziennikarka lokalnej gazety, chyba jakiegoś hattricka strzeliłem w ważnym meczu OKS Opatów kontra Wisła-Sandomierz, zrobiła ze mną wywiad. Ja byłem taki dumny, że czternaście/piętnaście lat i udzieliłem pierwszego wywiadu na wydziale sportowym, wtedy to się nazywało chyba „Słowo Ludu” albo „Echo Dnia”. Udzieliłem jej wywiadu, a ona mówi wiesz co, ty w sumie lubisz pisać, czytać, może byś pisał artykuły z meczów, w których grasz. Ja mówię no nie ma problemu, a co mam napisać? No kto strzelił bramkę, jaka była pogoda, jaki był finał końcowy i wysyłaj. Będziemy ci płacić. Ja myślę sobie, no dobrze zarobię pierwsze pieniądze. I napisałem pierwszy artykuł z jakiegoś meczu i wyobraźcie sobie, że zarobiłem za ten artykuł 4,50 albo 5 zł mniej więcej. Były to pierwsze zarobione pieniądze na pisaniu. Zacząłem systematycznie te artykuły pisać. W pewnym momencie awansowałem, można powiedzieć nie pisarsko, bo to była bardziej dziennikarska robota. Pamiętam taką sytuację, że do mojej małej wioski podłączona nam wodę. Czekaliśmy tam chyba z dwadzieścia czy trzydzieści lat, kanalizację nam zrobili, wszystko nam zrobili generalnie. I to był taki trochę nie fart, bo to było gdzieś w listopadzie, a na początku grudnia przyszły straszne mrozy i niestety te mrozy rozsadziły kanalizację, rozsadziły wszystkie rury, które zostały podłączone, być może te rury były za płytko położone. I cała wioska do mnie przyszła z Sołtysem na czele, żebym napisał artykuł interwencyjny do tej gazety, że była woda a się skończyła 🙂 i miałem taki artykuł napisać i napisałem. Ten artykuł niewiele dał niestety, bo co z tego, że ja to napisałem, jak w sumie nie można było z tym nic zrobić, trzeba było do marca czekać…, czy aż do kwietnia, aż te rury rozmarzną i od nowa trzeba było wszystko zakładać. Ale już awansowałem we własnych także oczach, że kurczę coś potrafię, że cała wioska uwierzyła w to, że ja mogę jakąś interwencję tutaj zrobić. Ja to troszkę mówię żartobliwie, ale tak rzeczywiście było. Potem była trochę taka sytuacja, że jak zacząłem te artykuły pisać trochę na inne tematy, nie tylko o sporcie, no to napisałem swoje pierwsze opowiadanie. Pisałem tak naprawdę o sobie, bo o tym co znam jakby najlepiej, bo uważałem, że…, jakby nie potrafię wymyślać historii, bardziej potrafię spisywać to, co gdzieś tam mnie dotyczy. I tak się stało…, to w ogóle ukierunkowało znowu moje późniejsze pisanie, bo ten cykl „Księstwo”, który obecnie piszę…. – on tak się nazywa trochę wydaje się archaicznie, a tak naprawdę jest to opowieść o moim życiu, o tym co mnie spotyka. Bo jak grałem w piłkę miałem taką ksywę KSIĄŻĘ – generalnie to było takie słowo…, trochę mniej przeklinałem od moich kolegów z boiska i mówili idzie ten taki i taki książę 🙂 I z tego powstał ten cykl „Księstwo” opowiadający o moim życiowym…, tak naprawdę, nie chcę aby zabrzmiało to egoistycznie, nie ja tu jestem najważniejszy, bardziej chodzi o to, że jestem uczestnikiem pewnych zdarzeń, oglądam, rozmawiam i obserwuję tak naprawdę, a potem to gdzieś to wszystko opisuję. I zacząłem pisać. Napisałem pierwsze opowiadanie, ono weszło do takiej książeczki pierwszej, która się nazywała „Niech żyje wolność!”. I tą książkę napisałem…, to była taka książka właśnie, być może ktoś z was mógł taką książkę napisać, być może napisze…, wspomnienia człowieka z małej miejscowości, akurat z pod Zamościa, a ja byłem człowiekiem z pod Kielc. Opisałem wszystkich swoich kolegów, znajomych, sołtysa, księdza proboszcza, itd. Więc już miałem książkę napisaną, nikt jej nie chciał wydać, miałem wtedy około dwudziestu-dwóch lat. Napisałem wobec tego następną książkę, która się nazywała „Chmurołap”, opowiadała o takim moim bardzo wczesnym dzieciństwie w górach świętokrzyskich (dużo było legend świętokrzyskich). Tej książki także nikt nie chciał wydać, wobec tego napisałem swoją trzecią książkę, która się nazywała „Scyzoryk”. Ta książka opowiadała o życiu w dużym mieście najpierw Lublin, potem Wrocław, gdzie studiowałem. To takie zderzenie człowieka z małej miejscowości z dużym światem. I tej książki także nikt nie chciał wydać. Więc miałem już lat dwadzieścia chyba siedem, czy dwadzieścia pięć, dwadzieścia pięć chyba i wszystkie rzeczy się posypały. Wyrzucono mnie z drugich studiów, książki były nie wydane, wszystko było źle, więc generalnie…, w piłkę nożną już nie grałem, bo miałem kontuzję. I w pewnym momencie pomyślałem sobie, że biorę życie we własne ręce. Też wam to mówię, żebyście wiedzieli, że jak macie jakieś marzenie, że nie tak łatwo będzie je zrealizować. Nawet jak będziecie mieć super talent, w ogóle chęć do czegoś tam, predyspozycje, to i tak będzie tyle różnych czynników, które będą was od tego odciągały, że musicie dużo determinacji wykazać, żeby to robić. Ale warto!

I szukałem pracy, jako młody człowiek, który gdzieś tam musiał za coś żyć. Wyruszyłem w podróż do Francji i tam spędziłem rok czasu, podróżowałem. Jak wróciłem z podróży to wydałem…, napisałem swoją książkę „Nędzole”, ale ona jeszcze nie była wydana. Jak wróciłem do kraju wydałem swoją pierwszą książkę swoim własnym nakładem, popożyczałem pieniądze, pozdobywałem właśnie z różnych miejsc, miałem trochę pieniędzy z podróży po Francji. Wydałem swoją pierwszą książkę własnym nakładem, ona wyglądała tak…, nazywała się „Księstwo”, księga druga. I tak naprawdę jest to pierwocina, pierwsza wersja książki, która potem wyszła dużym nakładem w wydawnictwie Zysk i Spółka, ona się nazywała „Niech żyje wolność!”, ona została zekranizowana, za chwilę o tym jeszcze opowiem. I ta książka, zobaczcie buty piłkarskie na okładce, tak widać tutaj dobrze? Tak widać? Ta książka ukazała się najpierw trochę tak nie do końca oficjalnie. Dwie ważne rzeczy, po pierwsze sprzedawałem ją z chodnika w Kazimierzu, Nałęczowie na zasadzie – a może Pan kupi moją książkę, może Pani kupi moją książkę?… dla turystów, którzy gdzieś tam się pojawiali. Wydarzyły się dwie ważne sprawy, po pierwsze szedł sobie przez Nałęczów, to jest takie turystyczne miasteczko, człowiek, który jak się okazało jest właścicielem dużego wydawnictwa Zysk i Spółka z Poznania, który nazywa się Tadeusz Zysk i mówi: co Pan tutaj sprzedaje? Ja mówię, a to moja książka. I tę książkę potem wydał w swoim własnym wydawnictwie. Druga ważna sprawa przez Nałęczów szła sobie taka bardzo fajna dziewczyna, dałem jej książkę z dedykacją i została moją żoną 🙂 i jest ją już piętnasty rok, więc to była taka druga ważna sytuacja.

Zauważcie ile przypadków w tym wszystkim, a jednocześnie determinacji. Tak naprawdę mamy jakieś marzenie, mamy jakiś cel i próbujemy je zrealizować. I jak mamy tą taką drogę wyznaczoną, to…; jeden z filozofów powiedział, że chęć zrobienia czegoś, to już 50% sukcesu. Oczywiście za tym muszą pójść umiejętności, itd. Jeżeli nie ma tej chęci, to nic nie osiągniemy, niczego nie zrobimy. Tak się zaczęło, rzeczywiście temu początkowi troszeczkę sam pomogłem. Potem zaczęły się te książki ukazywać. Po tej książce „Niech żyje wolność!” ukazała się książka, która się nazywał „Chmurołap”. Następnie się ukazała książka „Scyzoryk”. To była taka trylogia, która potem wyszła w takim dziele zebranym jakim jest ”Księstwo. Trylogia młodzieńcza” i systematycznie ten cykl jest realizowany. Właśnie niedawno, może tydzień temu albo dwa, wyszła część piąta, która się nazywa „Książę bez ziemi”. To jest opowieść o czasach mi tutaj najbardziej współczesnych, czyli obecnych. Główne założenie tego cyklu jest takie, żeby opisać swoje życie właśnie od dzieciństwa do dziewięćdziesiątki, założyłem sobie, że pożyję około dziewięćdziesiąt lat, taki mam plan 🙂 i systematycznie, co parę lat kolejną książkę będę pisał. Także zobaczymy, może ten cykl się uda zrealizować. On jest przetłumaczony na bardzo różne języki, więc między innymi książka „Nędzole”, akurat nie mam jej tutaj w polskiej w wersji, została przetłumaczona na czternaście języków. Tutaj mamy książkę w wersji niemieckiej „Arme Hunde”, gdzieś tu miałem jeszcze jej przekład na bułgarski. Z ciekawszych przekładów, na jakie zostały przełożone moje książki, jest książka „Niech żyje wolność!” przełożona na język wietnamski. Zobaczcie Państwo. To jest mój pierwszy przekład książki akurat na język wietnamski. Ciekawa okładka, bo akurat mamy tutaj jakąś kobietę nad morzem z rozpostartymi ramionami, tymczasem tutaj w książce nie ma ani słowa o morzu, jest książka o świętokrzyskiej wiosce. Tak widocznie Wietnamczycy widzą wolność. Ten cykl się realizuje. Obok książek powstają filmy i pierwszy mój film powstał w 2003 roku we Wrocławiu, nazywał się „Wiązanka” i powstał za 300 zł. […]. To, co wam mówię to po to, żebyście wiedzieli, że to jest proces, że zaczynamy od jakiejś małej rzeczy…, ktoś gra w piłkę niech zacznie…, pogra w klubie, który się nazywa Gryf Zamość, tak? Jest taki klub piłkarski w waszej Gminie chyba, tak? Spróbuję, podoba mi się, dalej nie wiem do Hertmana, czy tam do Gałdium Zamość. A jak się ktoś sprawdza, to może pójść na przykład, nie wiem, do Motor Lublin, albo do Górnika Łęczna, itd., a potem do legii, za granicę. Więc, żeby to był proces, bo może się okazać, że jednak nam się nie podoba. Idziemy na boisko, jednak trzeba się męczyć, trzeba biegać, pada deszcz, jest zimno, trener krzyczy albo koledzy i się okazuje, że piłka nożna, to jednak nie jest nasze powołanie, a nóż się komuś innemu spodoba. Właśnie próbujemy. I tak samo z tym filmem. Potem była taka „Stacja Milsk”, trochę większy projekt filmowy, a w końcu w 2011 roku powstał już taki duży film kinowy, który się nazywa „Księstwo”. To jest film, który wyprodukowała telewizja polska, Andrzej Barański był reżyserem tego projektu. To film kinowy pokazujący małą wioskę w górach świętokrzyskich, z której pochodzę i to jest film, z którego w świat wyruszyło wiele postaci. Największą karierę zrobił człowiek, który się nazywa Rafał Zawierucha, jest to aktor, którego być może Państwo kojarzycie, on zagrał niedawno w takim filmie „Pewnego razu w Hoolywood”, zagrał z Bradem Pittem, z Leonardo Dicaprio, duża rola. Czasami żartuję, że zaczynał swoją karierę od roli Zbyszka Pasternaka, czyli Zbyszka Masternaka, czyli mnie w filmie „Księstwo”. Różnica jest bardzo duża między filmami, a książkami, bo przede wszystkim wydanie takiej książki, mówimy tu na przykład o takim tytule „Kniaź” w dużym wydawnictwie. Wydawnictwo inwestuje, to są bardzo różne kwoty, ale załóżmy w granicach kilkudziesięciu tysięcy. Jest to inwestycja, mówimy tu o bardzo dużym wydawnictwie, o bardzo dużym nakładzie. Czasami jest to klika tysięcy, ale mówimy tu o kwotach, które są raczej w dziesiątkach tysięcy. Koszt takiego filmu jak „Księstwo”, to jest minimum trzy/cztery miliony złotych”.

Zapytanie: „Scenariusz ten Pan pisał do tego filmu?”

Pan Zbigniew: „Współautorem byłem. Napisałem inne scenariusze…, tutaj nie wiem czy je wszystkie mam. Za chwilę, gdzieś coś znajdę…, napisałem scenariusz do takiego filmu „Transfer” o korupcji w polskim futbolu, w piłce nożnej. On się ukazał w ubiegłym roku w formie książkowej. Różnica pomiędzy książką a filmem jest taka, że bardzo długi jest czas realizacji. Powiedzmy między pomysłem, scenariuszem filmu, a jego finalizacją w postaci filmu w kinie, może to zejść nawet siedem lat, niestety. I znowu mówimy o cierpliwości. Cały czas zobaczcie Państwo mówimy tu o latach. Nawet taka sytuacja, jak kiedyś komuś powiedziałem, że ten „Kniaź”, czyli wybór opowiadań z moich prawie dwudziestu lat pracy…, no to właśnie dwadzieścia lat to pisałem, czyli dłużej niż nasza młodzież tutaj na świecie funkcjonuje i pytanie, czy komuś by się chciało dwadzieścia lat robić coś, co tak naprawdę potem wydajemy i ktoś potem czyta przez dwa dni i mówi – nie dobre było? :); albo z filmem, że niektórzy robią dzieło życia, zbierają pieniądze, namawiają sponsorów, potem ktoś po dziewięćdziesięciu minutach oglądania filmu w kinie mówi – naprawdę nie dobry ten film, niestety.

Jeszcze wrócę do futbolu. Paru kolegów być może w piłkę gra, albo się piłką interesuje, przynajmniej część na pewno. Miałem takie dwa marzenia piłkarskie. Po pierwsze zawsze chciałem wystąpić w reprezentacji Polski, po drugie zawsze chciałem trafić bramkę Niemcom. Nie wiem czemu tak miałem, ale zawsze tego chciałem. To się udało w bardzo późnym wieku, bo tak naprawdę miałem lat trzydzieści trzy. Myślałem, że już nigdy w reprezentacji nie zagram, ale okazało się, że powstała taka drużyna, jak reprezentacja polskich pisarzy-artystów. Ta drużyna powstała całkiem przypadkowo, bo była taka duża impreza w Euro 2012, czyli duża impreza piłkarska w Polsce i na Ukrainie i miały się w związki z tym różne imprezy towarzyszące odbyć, między innymi mecze pisarzy z Polski, Ukrainy i Niemiec. Nawet nie wiedziałem, że takie reprezentacje istnieją. Ta drużyna powstała do tego, abyśmy zagrali z Niemcami w Berlinie i na Ukrainie (z Ukraińcami także). I ona się utrzymała, funkcjonuje do tej pory. Niedawno zagrałem w niej, w ubiegłym roku, mecz numer 100. To jest dyplom za zdobycie 100 goli. W tych 100 meczach zdobyłem 100 goli. Najfajniejsza była sytuacja kiedy w 2015 roku zagraliśmy mecz na Borussia Dortmund, tutaj akurat z Niemcami zagraliśmy taki mecz, wygraliśmy w tym meczu 4:3. Strzeliłem bramkę Niemcom właśnie na Borussia Dortmund, było 82 tys. ludzi na stadionie i Niemcy byli w takim szoku, że od tego wszystkie moje książki tłumaczą na niemiecki. Więc takie było to spełnienie marzeń i tak jak…, a propos spełniania marzeń, oczywiście troszeczkę inaczej to wyszło niż chciałem, bo chciałem strzelić bramkę jak Lewandowski, czy Boniek, a strzelałem bramkę jako kapitan polskich pisarzy, ale satysfakcja nie mniejsza, tak więc tak to marzenie się spełniło.

Może ma ktoś z Państwa do mnie jakieś pytania?

Uczestnik: „Ja mam”

Pan Zbigniew: „Proszę mówić”

Uczestnik: „Pracuje Pan obecnie nad jakąś książką?”

Pan Zbigniew: „Tak. Jest tych książek w sumie kilka, tak jak przed chwilką przed spotkaniem z Panią Dyrektor tutaj rozmawialiśmy. Czas pandemii to też czas, gdzie możemy zrobić różne rzeczy, które być może zaniedbywaliśmy w międzyczasie. Właśnie, że… pisarz powinien pisać i  ja rzeczywiście pisałem, ale bardzo dużo podróżowałem po kraju, były spotkania autorskie, różne rzeczy…, zbierałem materiały do scenariuszy filmowych, grałem właśnie w piłkę, syna woziłem na różne turnieje piłkarskie (bo syn gra w piłkę). I gdzieś ten czas uciekał. Teraz, kiedy mniej podróżuję, więcej piszę. I właśnie teraz po kolei kończę książki. Przy czym ja mam taką metodę, że pracuję czasami nad pięcioma/sześcioma książkami równolegle. […]. Tak naprawdę, jak będę oceniać ten czas za być może…, jak by się zmienił miejmy nadzieję ten stan i do końca roku wszystko by się skończyło, to to jest czas kiedy w ubiegłym roku wydałem trzy książki, one były powiedzmy sobie takie małe. A w tym roku już wydałem trzy książki, to są książki, które były pisane dwadzieścia lat powiedzmy…, jest taka książka na przykład „Książka bez ziemi” (tj. część piąta mojego cyklu), którą pisałem prawie piętnaście lat. Tutaj mam akurat taką książkę w konwencji futbolowej „Nie mylcie mnie z Maradoną”, jest taka też książka gangsterska i do końca roku chyba jeszcze trzy książki w ogóle wydam”.

Dyrektor Biblioteki: „A ja powiem tak – ja na koniec roku zamawiam…, bo „Nędzole” mamy i komiks „Nędzole” też mamy, a pozostałe to Pan spakuje, przyśle…”

Pan Zbyszek: „Na koniec roku? Pozbieramy :)”

Dyrektor Biblioteki: „…żeby półka była z Panem Masternakiem u nas :)”

Pan Zbigniew: „Wie Pani co, najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że tak do końca nie było w tym czasu, bardzo dużo jeździłem w różne miejsca, na turnieje piłkarskie, też weekendy wszystkie zajęte i tak naprawdę cały czas sprawdzałem trasę w podróży, itd. Teraz był czas, żeby to zrobić i mało tego, bo teraz i tak niewiele widać tego co zrobiłem, bo pewne rzeczy się dopiero ukarzą za rok albo za dwa. I to jest znowu taka sytuacja, że…, kiedyś Zanussi powiedział, że dostał tak jakby zwrot czasu. Rzeczywiście to był czas na to, żeby pewne rzeczy zrobić. Jakby, a propos marzeń i piłki nożnej, która daje szansę, jeśli ktoś z was gra w piłkę nożną… – pamiętajcie, że trzeba mierzyć jak najwyżej, ale trzeba zaczynać od małych rzeczy, tak jak powiedziałem. Próbujemy coś robić i zmierzamy ku odległemu celowi. Ja na przykład jak zawsze coś robię wyznaczam sobie takie cele, wydawałoby się nierealne. Prosty przykład, załóżmy, że chcesz skoczyć w dal sześć metrów, a inny sobie zakłada, że skoczy w dal cztery metry. No i pytanie, czy jak ktoś skoczy te cztery metry i odniósł jakiś tak sukces, spełnił swoje marzenie?; a ktoś kto miał skoczyć sześć metrów, ale nie skoczył sześciu metrów, skoczył 5, to…? Pytanie – kto odniósł realny sukces większy? Jednak ten moim zdaniem, kto nie zrealizował do końca swojego marzenia…, bo jednak nie trafił do Bundesligii, ale gra w Legii Warszawa. Wydaje się, że poniósł porażkę, bo to tylko Legia Warszawa, ale z drugiej strony jednak aż Legia Warszawa. Także macie swoje marzenia, swoje cele, zacznijcie grać w Gryfie Zamość, ale próbujcie potem tam trochę jeszcze pójść dalej i mierzyć w jakiś inny wyższy cel. Macie życie, swój czas, wykorzystajcie go po prostu.

Jakieś pytanie?”

Nauczycielka: „Syn też odziedziczył talent literacki?”

Pan Zbigniew: „Właśnie chyba nie do końca :), ale to dobrze. Może nie będzie to odciągało go od futbolu. Znaczy były takie sytuacje, gdzie pamiętam, że syn jak miał nie wiem chyba siedem, czy osiem lat niepokoiło mnie, że zaczyna tak jakby pisać. Napisał takie opowiadanie, wrócił od babci…, jakiś czas jeździł do babci do Nałęczowa i właśnie napisał takie opowiadanie „Wojny kotów”, ale na szczęście mu to przeszło. Tak, że pisze bardzo brzydko, bardzo niestarannie…, chociaż ja też piszę niewyraźnie. Jakiś czas temu musiałem podpisać jego pracę domową, która została źle oceniona za styl i ja się podpisałem. Pani nauczycielka zobaczyła jak ja piszę i powiedziała – a ja to już wiem po kim to masz :), więc wie, że to po mnie akurat ten brzydki charakter pisma, chociaż teraz mamy laptopy, komputery i tego tak już nie widać, ale talent chyba jednak nie. Tak naprawdę ja staram się, żeby jednak inaczej rozwijać go niż siebie, bo… Ja oczywiście nie żałuję tej wszechstronności, której się nauczyłem, czyli, że zajmowałem się historią, matematyką, muzyką, wszystkim. Teraz z tego korzystam  jako pisarz, ale tak naprawdę w życiu, uważam z perspektywy, lepiej jednak skupić na jakiś dwóch/trzech dziedzinach, na jakieś pasji. Mój syn na przykład uczy się języków, jak jeździł do Niemiec nauczył się świetnie języka angielskiego i też niemieckiego, bo to były takie sytuacje, wyobraźcie sobie, że macie lat dziewięć/dziesięć, przyjeżdżacie na trening do klubu w Niemczech i tato stoi za płotem albo w ogóle go nie widzicie i nagle musicie sobie poradzić z kolegami, którzy są czarnoskórzy, są chińczykami, i oni do ciebie coś mówią po angielsku, po prostu chcą się z tobą skomunikować. Potem wrócił do Polski i mówi – wiesz co tato, weź mnie zapisz na dodatkowy angielski, a potem się okazało, że nie wszyscy Niemcy mówią perfekt po angielsku…, więc jak wrócił do Polski po kolejnym treningu, to powiedział weź mnie tato zapisz na niemiecki i teraz też się uczy niemieckiego. Może się okazać, że wcale kariery piłkarskie nie zrobi, ale będzie znał dwa języki, więc uważam, że też jest to pewna korzyść, bo pamiętajmy, tak jak wam powiedziałem, nie zawsze osiągniemy cel, który sobie zamierzyliśmy, ale się może przy okazji czegoś nauczymy, więc uważam, że zawsze warto po prostu próbować”.

Dyrektor Biblioteki: „A jeszcze o piłce błotnej, bo nie jest to tak rozpowszechnione u nas”.

Pan Zbigniew: „Piłka błotna, to jest bardzo dziwny sport, który rozgrywał się nie tak daleko was, bo w miejscowości Krasnobród odbyły się w 2011 roku pierwsze Mistrzostwa Polski w piłce błotnej, to się nazywa swamp soccer. Są to rozgrywki bardzo hardcorowe, generalnie wszyscy są ubłoceni. W te nowej książce nawet gdzieś tam o tym piszę, pokażę wam zdjęcie jak wygląda piłka błotna, zobaczcie…, może nie do końca idealnie wszystko widać…, zobaczcie tutaj jeszcze…, takie błoto, bagno. To jest sport, który…., a tu mam akurat medal brązowy Błotna Liga Mistrzów. To są takie rozgrywki, powiedzmy jak normalna Liga Mistrzów. Błotna Liga Mistrzów była rozgrywana w Czeremczech koło Białego Stoku, gdzie przyjeżdżają drużyny typu …, Sun Petersburg, mistrz Białorusi, itd. i gramy właśnie na zaoranym polu, polanym wodą, to tworzy błoto. Zwykle są dwa boisko obok siebie, są sędziowie, są oficjalne klasyfikacje króla strzelców, mistrzostwa Polski, mistrzostwa Europy. Bardzo ciężki sport, trzeba mieć mocne nogi, dobrą technikę piłkarską, więc polecam, jako ciekawostkę. Oczywiście uważam, że powinno się grać na murawie, ale jak ma się już lat trzydzieści parę/czterdzieści, to już maseczki błotne się przydają, więc ta piłka w tym wieku jest już jak najbardziej wskazana :)”

Dyrektor Biblioteki: „Bardzo fajnie nam się rozmawia, bardzo miło. Moglibyśmy tak do wieczora nawet rozmawiać, bardzo ciekawie Pan opowiada”

Pan Zbigniew: „Podsumowując ze swojej strony chciałbym wam powiedzieć, że…, to co wam powiedziałem, ja staram się mówić tak jak mniej więcej to wszystko wyglądało w moim życiu (to wam opowiedziałem). Zobaczcie wiele przypadków, a jednocześnie wiele takich przypadków kontrolowanych. Jak coś mam, jakiś cel, chce coś robić i do tego zmierzać. Jeśli macie jakieś swoje marzenia, plany, to musicie starć się je realizować. Nie czekajcie aż zrobi to za was dyrektor szkoły, ksiądz proboszcz, mama, czy tato, tylko sami musicie coś z tym robić. Nie obsesyjnie, w ten sposób, że jak widzicie, że coś rzeczywiście wam nie wychodzi i to nie jest wasze powołanie, to tego nie róbcie. Znajdźcie coś, co wam będzie wychodziło, przy czym pamiętajcie o tym, że to może być czasem tylko jeden talent. Może być tak, że niektórzy mają dziesięć talentów do różnych rzeczy albo dwadzieścia, jak w przypowieści biblijnej, a być może ktoś z was ma tylko jeden talent, ale musicie go znaleźć. Na pewno jeden talent gdzieś tam jest, więc róbcie to i czy to będzie wielka sprawa, czy mała sprawa, ale coś waszego, to co po prostu lubicie i czytajcie książki :), korzystajcie z biblioteki, jak będzie to możliwe…”

Dyrektor Biblioteki: „Najważniejsze, żeby czytać książki :)”

Pan Zbigniew: „Bardzo dziękuję za spotkanie dzisiaj. Mam nadzieję, że Pani Monika tutaj jest zadowolona, tak?”

Pani Monika (nauczycielka języka polskiego w SP w Lipsku): „Tak. Tak bardzo!”

Pan Zbigniew: „To też się cieszę. Zachęcam do lektury moich książek i do zobaczenia kiedyś, być może na żywo, może się kiedyś spotkamy?”.

Dyrektor Biblioteki: „Tak. Ja również bardzo dziękuję Panu, dziękuję drogiej młodzieży, Pani Monice, Pani Marcie i…”

Uczestnicy: „Dziękujemy”.

Dyrektor Biblioteki: „Nasze spotkanie będzie można jeszcze obejrzeć. Możecie powiedzieć znajomym, żeby sobie pooglądali, posłuchali, co nam miał do opowiedzenia Pan Zbigniew Masternak…, na naszym facebooku, na stronie internetowej. Także dziękuję bardzo wszystkim i zapraszam na kolejne spotkania”.

Uczestnicy: „Dziękujemy i zdrowia życzymy wszystkim”.

Pan Zbigniew i Dyrektor Biblioteki: „Wzajemnie. Do widzenia”.

(przepisała A.D.)

 

Print Friendly, PDF & Email