Spotkanie pełne słońca

 

„I wtedy wychodzi słońce”

– spotkanie autorskie z Jadwigą Grzesiak

video-relację oprac. Anna D.

Przebieg spotkania (fragmenty z relacji video)

Dyrektor Biblioteki: „Od kiedy zaczęła Pani Jadwiga pisać? Jak to w ogóle…, z czego to wyszło?”

Pani Jadwiga: „Wyszło z tego, że ja bardzo przeżywałam przejście na emeryturę.”

Dyrektor Biblioteki: „Jednak jest ten moment kryzysowy :)”

Pani Jadwiga: „Tak dla mnie to był wielki, dlatego że ja jestem osobą emocjonalną i bardzo emocjonalnie podchodziłam do swojej pracy nauczycielskiej, bo po prostu dla mnie to się moja praca zaczynała o świcie i kończyła o zmroku. Tak mnie to jakoś wciągnęło, że ja…, może gdybym się psychologicznie jakoś, psychicznie przygotowała do przejścia na emeryturę, ale nie zrobiłam tego i bardzo przeżywałam. […]. I ona się zastanowiła, że ona jeszcze nie umiera chociaż jest emerytką :). Jeszcze coś musi zrobić, jeszcze maluje!”

Dyrektor Biblioteki: „Na nic nie jest za późno!”

Pani Jadwiga: „Tak. Na nic nie jest za późno…, bo ona się tak załamała na tej emeryturze i wtedy sobie pomyślała – oho, to nie ma co się tam z tymi kozami zagrzebywać, tylko trzeba wracać do cywilizacji. Zastanowiła się i doszła do wniosku, że odda już w ręce tych ludzi, którzy doskonale się sprawdzili ten pensjonat i fundację, to wszystko…, a sama jeszcze wróci do życia. Także potrzebowała kilku lat, żeby się uporać, dojrzeć do emerytury. Ja to tak ukazuję – dojrzewanie do emerytury, dojrzewanie do starości, w końcu dojrzewanie do śmierci, bo to też coś takiego przecież każdego czeka i spotka.

Ja może przeczytam fragment…, już dzisiaj wiem, bo wtedy to nie wiedziałam, co mam  przeczytać taka byłam sfrustrowana ;). A podoba się ludziom, czytelnikom fragment opisujący Bychawę. Nawet taka koleżanka, która ze mną live prowadziła, to nazwała, że to jest Bychawa jako dzieło sztuki – tak ciekawie powiedziała, że ja tu ukazałam nasze miasteczko, jako dzieło sztuki:

W Bychawie Izabela kocha sobotnie poranki, gdy w bramach kamienic i przy ulicy stoją sprzedawcy oferujący warzywa, owoce, orzechy, jajka, miód. Każdy sprzedający ma tu swoje tradycyjne miejsce i swoich klientów. Lekki gwar, wzmożony ruch, małe, kolorowe grupki ludzi z koszykami i torbami na zakupy, uśmiechy, pozdrowienia.

Właścicielka szklarni, nim poda pomidory, starannie je wybiera, z czułością obraca w dłoni czerwone kule. Widać, że dużo serca włożyła w ich produkcję. Patrzy na reakcję klientki, czy zadowolona? Wagę zawsze obniża o deko czy dwa i należność za zakupy też, do pełnej złotówki w dół. Wzdryga się, gdy warzywa są wrzucane do torby wraz z innymi zakupami. Wolałaby, żeby je ułożyć w koszyku, wtedy się uśmiecha.

Izabelli spacerującej wśród tych ludzi przychodzą na myśl obrazy Pieter’a Bruegel’a Starszego, które ukazują sceny z wiejskich festynów, jarmarków i świąt. „Taki sam nastrój” – myśli kobieta – „bajkowość przeplata się z realizmem”. Nie przeszkadza jej to, że malarz nazywany jest „chłopskim”. „Też jestem chłopska, też lubię wiejski pejzaż i ginące już zwyczaje.”

Są jeszcze słowa, niektóre rzadko już używane, stare, ale i regionalizmy. Izabella goni za nimi jak pies węszący po śladach za swoim panem, nasłuchuje.

Z tych złowionych w sobotnie poranki słów, utka barwny kilim. Rozłoży go kiedyś i idąc po nim, dotrze do czasu, kiedy jej w Bychawie nie było. Wypełni tę lukę słowami mówiącymi o wydarzeniach i ludziach, z którymi się nie spotkała. Izabella łowi też uśmiechy, bo one dodają światła kilimowi, bez nich byłby szary i sztywny. Pełna tych trofeów i zadowolona wraca do domu.

Pije kawę, je sernik, celebruje chwilę po chwili. Rozkłada w kuchni pomidory, gruszki i śliwki na osobnej tacy, dokłada czerwone jabłko, cieszy się.”(„I wtedy wychodzi słońce”, Jadwiga Grzesiak, Miejska Biblioteka Publiczna w Bychawie, wyd. I, Bychawa 2020, s. 38-39)

Taki właśnie opis…, opis Bychawy. Podoba się?”

Czytelniczki: „Bardzo! Do poduszki w sam raz. Bardzo sugestywny.”

Pani Jadwiga: „Nie istnieję po to, aby imponować światu. Istnieję po to, aby żyć tak, żeby być szczęśliwą. […]. Szczęście to nie tylko stacja docelowa, ale także podróż do niej, także szczęśliwy powinien być każdy nasz dzień. Nie tylko to, co na końcu. Prawda? Tylko po prostu każdy nasz dzień! No i o tych marzeniach, o których mówiłam, to takie zdanie jest do wpisania komuś do książki: „Trzeba mieć marzenia, bo bez nich nasza dusza umiera”. Bo taka jest prawda, taka jest prawda… i dlaczego, ja już na podstawie siebie mówię prawda, dlaczego ja tak ciężko zniosłam przejście na emeryturę? Bo ja po prostu nie miałam żadnych celów, planów, marzeń na tą emeryturę. Bo ja tak byłam zaangażowana, że ja nie zdążyłam się zorientować, że już trzeba iść na emeryturę :). Bo gdybym ja miała jakiś plan, prawda?…”

Czytelniczki 😉 „Ze trzydzieści punktów, gdyby pani wypisała, to…”

Pani Jadwiga: „Tak :)”

Czytelniczka: „Zaskoczyło Panią :)”

Pani Jadwiga: „Zaskoczyło mnie :)”

Czytelniczki: 🙂

Pani Jadwiga: „Tak jak zima tych…, Grochowców 😉  Także to mnie zaskoczyło i stąd…, ale się jakoś tam wygrzebałam z tego, prawda? Zawsze musi być plan, marzenie najpierw, później plan. Z marzeń rezygnować nie wolno. Trzeba marzyć. Ja kiedyś o tym nie myślałam…, jeszcze dwa lata temu. W ogóle nie miałam takich myśli, że te marzenia są takie potrzebne, albo że cel, itd. No żyje się jak się żyje, prawda? Czyta się książki, robi się zakupy. Ale dopiero jak się zacznie żyć świadomie, to jest o wiele fajniej. No a najfajniej jest, jak już się pisze książki! :)”

Dyrektor Biblioteki: „Od razu warto powiedzieć, że w Pani książkach są ilustracje, gdzie z reguły no… w książkach dorosłych ilustracji nie ma.”

Czytelniczka: „To znaczy to zaprzyjaźniona malarka, tak?”

Dyrektor Biblioteki: „Nie. Właśnie w tej książce…, chyba to amatorzy, prawda? Bo jest kilka osób, kilka prac.”

Pani Jadwiga: „Tak. W pierwszej książce to była zaprzyjaźniona malarka, a tutaj to może Basia powie, bo tutaj bardzo duży wkład miała biblioteka, jeżeli chodzi o te ilustracje. Powiedź Basia jak to tam było…”

Dyrektor Biblioteki Publiczne w Bychawie Pani Barbara Cywińska: „Nie pamiętam tego pierwszego momentu, jak to się stało, że w ogóle…”

Pani Jadwiga: „No Marcin Słowikowski podpowiedział.”

Pani Basia: „… taki nasz zaprzyjaźniony czytelnik, czytając tę książkę, tak trochę ją recenzując, bo się tak powiem para takimi rzeczami.”

Pani Jadwiga: „Kulturoznawca.”

Pani Basia: „…stwierdził, że fajnie by było…, że skoro w pierwszej były ilustracje, teraz też… Ta zaprzyjaźniona malarka nie mogła, nie miała czasu, czy tam coś…, więc podsunął taki pomysł, że może czytelnicy coś tam namalowaliby, bo przecież w każdym środowisku są jakieś zdolne osoby. No i Pani Jadzia, że tak powiem wyznaczyła tematy…, było ich chyba z dziesięć. Takie tematy, które w książce są obecne i ogłosiliśmy konkurs. Wpłynęło tych prac ileś tam… nie wiem, dwadzieścia?”

Pani Jadwiga: „Prawie.”

Pani Basia: „Tak więc niektóre naprawdę bardzo fajne, no i znalazły się w tej książce.”

Dyrektor Biblioteki: „Chyba córki też, tak?”

Pani Jadwiga: „Też… Także taka ciekawa inicjatywa. Ciekawa inicjatywa, która objęła większą ilość osób, prawda? To nie tylko sama autorka siedząca i pisząca, ale też i…”

Dyrektor Biblioteki: „Czytelnicy się włączyli.”

Pani Jadwiga: „Tak.”

Pani Basia: „Czytelnicy zadowoleni, bo mieli swój udział w książce :)”

Pani Jadwiga: „Co mi dało napisanie tej książki? To do audycji radiowej sobie kiedyś napisała, ale mówiłam o czym innym, to dzisiaj… 🙂 paniom powiem. Tak sobie napisałam, że wyzwoliłam się spod presji myśli o byciu starą, bo właśnie z chwilą przejścia na tą emeryturę, na początku to byłam taka… no co tam, a tam…, bo niektórzy…, a co człowiek taki niepotrzebny, tak się nade mną użalali. Ja nienawidzę jak się ktoś nade mną użala, więc ja mówiłam, że wszystko jest…”

Dyrektor Biblioteki: „Pokaże, że… ;)”

Pani Jadwiga: „Tak, tak… i mówiłam, że wszystko jest w porządku, ale to w porządku było rok, czy dwa, jak były ciekawe zajęcia, a później to było źle. I tak sobie myślałam właśnie o tym swoim wieku, że jestem stara, itd. I te książki mi po prostu jakoś…, to przepracowałam, przypomniałam sobie dawne czasy…, nie myślę ciągle o tym, że jestem stara.

Z moich książek dowiedziałam się kim naprawdę jestem, bo chcę wam powiedzieć panie, że jak człowiek dwa lata myśli o sobie, kim jest. No bo muszę się nad sobą zastanowić, co ja mam tu pisać? Przecież tu nie są tylko, że szłam, poszłam do sklepu i przyszłam, itd. […]. Bohaterki to są osoby myślące i ta Izabella…”

Dyrektor Biblioteki: „Ona chyba najwięcej ma rozterek?”

Pani Jadwiga: „Rozterek…, a ona wie czego chce i postępuje zgodnie z zasadami etyki. […].”

To pisanie tak jakoś nauczyło mnie żyć tu i teraz, nie myśleć, a co tam…, a za trzy dni to taki serial, a za cztery dni to trzeba tam przygotować coś, bo się idzie do kościoła, a to, a tamto… i tak tylko myśleć o tym, co będzie za dwa dni, za trzy, za miesiąc, za… Tylko właśnie tu i teraz! Tu i teraz, bo jak się pisze, to tkwi się w tym życiu w tej chwili.

Widzę, że te książki mnie odmieniły. Jestem bardziej refleksyjna i tak jak mówię bardziej mi chodzi o to, żeby tylko to dobro widzieć, żeby to słońce tylko widzieć, żeby wychodziło, żeby jakoś tak doceniać każdą chwilę. Dużo spaceruję, zwiedzam Bychawę, cieszy mnie i krzew każdy i jakaś chatka. Po prostu potrafię się tym cieszyć.

Pani Jadwiga odczytuje fragment recenzji Marcina Słowikowskiego zamieszczonej na okładce książki „I wtedy…”: „I wtedy wychodzi słońce” w piękny sposób łączy trzy spojrzenia na świat: perspektywę młodej kobiety, perspektywę seniorki, wreszcie perspektywę lokalnej patriotki – wszystkie trzy autentyczne, bo bliskie sercu pani Jadwigi.” No i chyba to jest prawda, bo że seniorki, no to wiadomo, że regionalistki…, ale też Monika Oleksa, pisarka która prowadzi z nami warsztaty, też mówi, że ja tak w sposób prawdziwy piszę też o ludziach młodych, czyli pamięć jeszcze nie zawodzi. :)”

(przepisała A.D.)

 

Print Friendly, PDF & Email