„Metaforyczny remont życia” – spotkanie z Małgorzatą Kardzis

Małgorzata Kardzis


Każdy w swoim życiu zapewne nieraz rozważał radykalną możliwość: „A gdyby tak rzucić wszystko” i po prostu uwolnić się od problemów dnia codziennego? Niewielu jednak ma taką odwagę, zwykle po opanowaniu emocji przystajemy bezapelacyjnie na tym, co mamy i tylko od czasu do czasu, zwłaszcza w chwilach kryzysu, wracamy myślą do kontrowersyjnej perspektywy zmiany naszego życia o 180%. Istnieje pewien odsetek ludzi, którzy podejmują ryzyko i co najważniejsze przewartościowanie całego dotychczasowego życia wychodzi im na dobre. Tak było w przypadku gościa jednego ze spotkań bibliotecznych (zorganizowanego w ramach działalności Dyskusyjnego Klubu Książki, skupiającego czytelniczki Biblioteki Publicznej Gminy Zamość w miejscowości Mokre) – Pani Małgorzaty Kardzis, autorki książki pod znaczącym w tym temacie tytule, właśnie: „A gdyby tak rzucić wszystko?” Na spotkanie z odważną kobietą, dnia 26 września br., wybrała się spora grupka czytelniczek, ciekawych powodów i efektów tej śmiałej decyzji. Historia „nowego życia” Pani Małgosi, tym bardziej intryguje, że po szesnastu latach pracy w wielkiej korporacji na początek nowej drogi życia wybrała Meksyk, co nam Polakom już na wstępie kojarzy się dość negatywnie. Chyba każdy zna i używał powiedzenia „ale meksyk”, chociaż tak naprawdę większość posługujących się tym obiegowym zwrotem, zapewne nawet nie miała okazji być w tej części świata. Skąd zatem tak pejoratywne określenie? Słowo „meksyk” jako metafora potoczna, wedle słownika języka polskiego oznacza rozprzężenie, bałagan, zamieszanie. Z opowieści naszego gościa nie wynika bynajmniej, że mamy do czynienia z jakimkolwiek stanem odbiegającym od normy i dalekim od porządku. Owszem, jak przyznaje autorka, Meksyk słynie z nasilenia przestępczości, czy działalności i walki mafii narkotykowej, ale dotyczy to ludzi, którzy tego chcą albo mają niesamowitego pecha. Człowiek z głową na karku, także w Meksyku może odnaleźć swój raj na ziemi. Poza tym każdy turysta z ręką na sercu, szczerze pochwali Meksyk, jako kraj bardzo interesujący, o pięknych krajobrazach i plażach, ciekawej kulturze, tradycjach, architekturze i kuchni oraz jako kraj pełen życzliwych, sympatycznych, przyjaznych, wesołych ludzi. I taki jest właśnie Meksyk Pani Małgosi. Miejsce pełne słońca, dające szanse na bycie sobą i kontakt z innymi. Właśnie tego, jak twierdzi nasz gość, brakowało w jej dotychczasowej gonitwie po sukces: „W moim życiu zaczął się Meksyk, tam w końcu odnalazłam swój sposób na dobre życie! Zaczęłam otwierać się na nowe, na ludzi i nauczyłam się dostrzegać szanse pojawiające się wokół mnie. Poznałam mężczyznę mojego życia i w końcu wiem, że aby być szczęśliwą nie muszę być businesswoman, super-bohaterką. To nie stabilizacja finansowa jest najważniejsza, ale pełna akceptacja i poczucie własnej wartości, ważne jest aby umieć pokochać siebie. Dziś siedzę z Państwem przy kawie, poznaję nowych ludzi, podróżuję i czuję spokój wiedząc, że nic nie tracę. Odkąd po raz pierwszy poczułam prawdziwy smak pomarańczy – czuję, że żyję!”.

Aby zaspokoić ciekawość, nie zabrakło nasuwającego się w pierwszej kolejności pytania: jak właściwie do tego doszło? Jakie koleje losu zaprowadziły Panią Małgosię z Gdańska aż do Meksyku? Początkiem nowego, jak wyjaśnia autorka, stał się zasadniczo koniec czegoś innego: utrata pracy, rozwód, wyprowadzka córki: „Wszystko, co konstytuowało mnie jako kobietę zostało zburzone. Okazało się, że nie jestem niezastąpiona. Musiałam zadać sobie pytanie, czego oczekuję w tej sytuacji. Wiedziałam, czego nie chcę! Przeformułowałam swoje życie i wyznaczyłam jemu nowy kierunek – żyj skromniej, ale spokojniej!”. Radykalne przeformułowanie doprowadziło Małgorzatę Kardzis dalej niż przypuszczała. 17 września 2019 roku miała miejsce premiera jej autorskiej książki. Skąd pomysł na pisanie? Pani Małgosia pragnęła swoim szczęściem podzielić się z innymi: „Chcę kroić na kawałki radosne życie i obdarowywać nim innych”. Na początek nieśmiało wrzucała posty na bloga. Z czasem za namową bliskich podjęła decyzję o napisaniu książki, która byłaby swoistym „przewodnikiem po jej subiektywnych odczuciach, z podróży po nowe życie”: „A gdyby tak … – to nie książka podróżnicza, ale opis moich przeżyć. Nie pamiętnik pisany dzień po dniu, tylko zapis tego, co w danej chwili najbardziej się dla mnie liczyło. Wybieram tematy istotne dla mnie. Rejestruję w niej cały proces zmian zachodzących w moim światopoglądzie, aż do momentu, w którym mogę stanowczo powiedzieć – mam fajne życie!”. Sposób pisania i samo nastawienie autorki sprawiają, że książka staje się swobodną rozmową z czytelnikiem, rozmową z kimś bliskim. I taka właśnie jest w realu Pani Małgosia – już po krótkiej rozmowie daje się poznać jako ciepła, serdeczna, uśmiechnięta i ekspresyjna osoba. Jak przyznaje korporacja, te cechy uznaje za słabość, „metaforyczny remont życia” był jej potrzebny, aby móc być właśnie taką, aby móc być sobą!

Najpierw Meksyk, teraz książka. Niesamowite, jak nieoczekiwany scenariusz napisało w tym przypadku samo życie. Dlatego drodzy czytelnicy, nie ma co załamywać rąk – wystarczy się rozejrzeć i wykorzystać nadarzającą się okazję! Co prawda, jak tłumaczy Pani Małgosia, nie należy jest historii interpretować jako zachęty do rzucenia wszystkiego, każdy musi sam odnaleźć „swój Meksyk” – „Tam dom, gdzie serce Twoje”. Tym pozytywnym akcentem kończę relację ze spotkania z niesamowicie odważną kobietą!

bibliotekarz Anna Dubel

Print Friendly, PDF & Email